3/28/2014

Rozdział 2

Obiecałam, że dodam dzisiaj kolejny rozdział. Oto on ♥


Izabella spała. Do drzwi pukał ktoś coraz głośniej, aż wkońcu dziewczyna się zbudziła ze snu. Podbiegła do drzwi z nadzieją, że to jej rodzina. Gdy otworzyła drzwi zastała Caroline. Wesoła mina znikła z jej twarzy. Caroline spytała się:
- Co się stało? Czemu jesteś smutna? - 
- Wejdź do środka to sama się domyślisz - odpowiedziała Izabella
- Nie wiem o co chodzi i chyba się nie domyśle. Więc prosze, powiedz o co chodzi. Zaczynam się niepokoić. - rzekła zaniepokojona przyjaciółka
- Na pewno się nie domyślasz? Niczego nie zauważyłaś? - pytała dociekliwie dziewczyna
- Hmmm... No właśnie! Gdzie są twoi rodzice i siostra? - spytała się Caroline po krótkim zastanowieniu
- Mnie się o to pytasz?
- Pójdziemy na policję. Przeszukają całe miasto. - odpowiedziała przyjaciółka
- Caroline! Pomyślałaś choć trochę, że mieszkamy w Londynie? To nie jest wieś, że można wszystko migiem znaleźć.
- Wiem. Ale policja jest od tego, żeby coś wymyślić i to oni mają się tym zająć - rzekła Caroline
- Ale ja nie chcę tego zgłaszać na policję. - oznajmiła nieśmiało dziewczyna
- Co?! Jak to? Więc jak zamierzasz ich znaleźć? - przyjaciółka się zdziwiła
- Ty mi pomożesz - odpowiedziała stanowczo Izabella
- Zwariowałaś! Chcesz mnie wmieszać w ten bałagan? A poza tym dwie osoby to za mało
- Więc Justin nam pomoże - rzekła uśmiechnięta Izabella, widząc również uśmiech na twarzy jej przyjaciółki
- No... Nie! Jak policja się dowie, że nie zgłosiłaś tego do nich tej sprawy to będą cię o coś podejrzewać - na początku Caroline podobał się pomysł z Justinem, lecz w tej chwili kierowała się tylko i wyłącznie rozumem
- Może i tak. Ale ja wiem lepiej co zrobiłam a czego nie. Policja będzie ich szukać wiele miesięcy, a my możemy znaleźć ich o wiele szybciej.
- O wiele szybciej?! Przecież nas będzie troje, a policji jest setki w Londynie. Jak wszyscy będą prowadzić sprawę, to zrobią to szybciej niż my. A poza tym jak ty się tym zajmiesz to nawet nie będziesz się już przejmować sobą. Pomyślałaś choć trochę o sobie?
- No dobrze... Może jest w tym trochę racji. Ale gdybyś była na moim miejscu, myślę, że byś tak samo postąpiła - Izabella
- Narazie proszę cię o tylko jedną rzecz - rzekła Caroline
- No więc jestem do twojej dyspozycji - odpowiedziała uśmiechnięta przyjaciółka
- Zjedz coś - rzekła Caroline
- Myślałam, że to będzie inna prośba. Nie dam rady przełknąć niczego.
- Przecież ty ostatnio nic nie jesz - powiedziała zmartwiona Caroline
- Dziękuje ci za twoją troskę, ale... - przyjaciółka przerwała jej wypowiedź
- Nie ma 'ale'. Idziemy do twojej ulubionej restauracji i tam zjemy coś dobrego
- Ale tam jest strasznie drogo - przejęła się Izabella
- Powiedziałam żadnego 'ale'. Nie pozwolę, żebyś chodziła głodna. Ja ci postawię. Zdrowie mojej przyjaciółki jest cenniejsze niż pieniądze. - odpowiedziała uparcie Caroline

Gdy weszły do restauracji, ich oczy skierowane były w jedno miejsce. Na sofę, na której siedział...

3/24/2014

28.03.14 (ROZDZIAŁ 2)

28 marca, czyli w piątek, dodam następny rozdział. Bardzo bym prosiła o waszą opinię w komentarzu. Chcę wiedzieć czy ktoś czyta moje ff :) Jesteście ciekawi dalszej części? Jeśli tak, to zapraszam do czytania.

3/22/2014

Rozdział 1

Izabella wracała ze szkoły. Na podwórku padał deszcz. Dziewczynie co sekundę zmrużały się oczy. Powoli dochodziła do domu. Gdy otworzyła drzwi zapanowała cisza. Wołała: "mamo,tato, Bridget", lecz nikt jej nie odpowiedział. Bridget była młodszą siostrą Izabelli. Była już 21:00. Zazwyczaj każdy o tej porze był już w domu. Mama czytała książke, tata oglądał coś w telewizji, a Bridget była u siebie w pokoju. Dziewczyna wyjęła komórkę z kurtki i zadzwoniła do mamy. Nie odbierała, więc zadzoniła do taty, lecz on też nie odebrał. Nie dzwoniła do siostry, ponieważ ona nie miała komórki. Dziewczyna nie wiedziała co robić. Myślała teraz "gdzie oni mogą być?" Zamknęła drzwi na klucz. Usiadła na kanapie i czekała, aż wkońcu ktoś się zjawi. Czuła głód, ale nie mogła nic przełknąć. Mijały godziny. Była już 24:00, a w domu była tylko Izabella. Miała dzisiaj ciężki dzień. Myślała, że jak wróci do domu to coś zje, porozmawia z siostrą, oglądnie jakiś film. Ale teraz najabrdziej martwiła się o swoją rodzinę. Siedząc na kanapie, oczy powoli się jej zamykały. Zasnęła. Nie chciała zasnąć, ale nie miała na to żadnego wpływu. Ostatnio prawie w ogóle nie spała, więc przyda jej się długi sen. Noc minęła cicho i spokojnie. Nastał ranek. Dziewczyna spała jak zabita. Gdy nagle do drzwi ktoś zapukał.